czwartek, 23 sierpnia 2012
Patagoński Lądolód w magazynie "npm".

We wrześniowym numerze "npm" pojawił się artykuł znakomitego fotografa Łukasza Kuczkowskiego, z naszej ostatniej wyprawy na Patagoński Lądolód.

Zapraszam do przeczytania!

13:58, antekwielki , Teksty
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 maja 2011
Dookoła Świata - artykuł o północnej Patagonii.

W inauguracyjnym numerze 2011/1 magazynu podróżniczego "Dookoła Świata" ukazał się mój artykuł o północnej Patagonii. Tekst dotyczy trekkingu zwanego 4 Refugios, w rejonie San Carlos de Bariloche.
Zapraszam do czytania!.

dookola swiata

12:06, antekwielki , Teksty
Link Komentarze (1) »
wtorek, 29 kwietnia 2008
Z notatek reportera - część VII
Na trasie Manchaster – Madryt, 2 styczeń 2004

Zbliżamy się. Szklana winda. Nadanie bagażu. Bramka... Pika... Ponownie bramka... Ponownie pika... Wrzucam windstoper do prześwietlenia... Pika... Nie mam noża w kieszeniach!... Nie! Innych metalowych rzeczy też nie!... Jeszcze raz... Pika... Ups!... No to weźcie sobie ten scyzoryk, mam jeszcze takie dwa... Oczywiście, że nie w podręcznym bagażu!... Poczekalnia. Ładujemy się do samolotu. British Airways. Co za luksus! Skórzane fotele, jak w tym mercedesie, którym jechałem do Manchasteru... Start. Uwielbiam start... Ale potem już się boję. Potem jest już tylko strach i lęk. Czarne myśli i spocone czoło. Rozglądam się dookoła. Nie, nie ma żadnego brodatego Taliba. Samolot też wygląda na sprawny i w miarę nowy.Za półtorej godziny będę już w Madrycie. Na ziemi. Ale potem znowu w powietrze. I to na kilkanaście godzin! Jezus Maria! 

Na trasie Madryt – Santiago de Chile, 2-3 styczeń 2004

Znowu w tej metalowej skrzynce! Że też zechciało mi się zmieniać pracę. A w Szkocji teraz biało. Można by się wspinać na Ben Nevisa północną ścianą...
Sporo tych ludzi. Airbus. Jeden z największych. Siedzę w trzecim sektorze. Chyba z kilka minut tam szedłem. A te bussines class jest niezłe. Tyle miejsca. I te luksusowe fotele. A ja się muszę męczyć w tym foteliku przy oknie. Okno sam wybrałem, by mieć widok na Kordylierę, którą będziemy mijać... Nie, Talibów nie ma!... Samolot trochę zużyty jak na mój gust. Może się spytać pilotów, kiedy po raz ostatni był na przeglądzie? Głupio trochę. Tamci obok mnie wyglądają na wyluzowanych. Pewnie to nie pierwsza ich przeprawa przez Atlantyk. Ja co prawda przez Atlantyk jeszcze nie leciałem, ale zaliczyłem kilka lotów aerofłotem. Ale to był tak dawno temu. Wtedy też się bałem....
Rany Boskie, tamci wyglądaja mi na zdeterminowanych muzułmanów! Muszę mieć na nich oko! Niech tylko, któryś z nich ruszy w stronę kabiny pilotów! Złamię kark! Jak Boga kocham, złamię im kark!
Shit, ale te skrzydła drgają w tym powietrzu! Czy na pewno dobrze zaprojektowali ich długość?! No i wytrzymałość tych wszystkich nitów! Przecież tam na zewnątrz tak potężne siły oddziaływują na kadłub smolotu! Mam nadzieję, że nikt nie odwalił fuszery przy projekcie!
Przestań się mazgaić! Przecież ilosć katastrof samolotowych jest minimalna. Przynajmniej według statystyk. A ty nigdy w żadną loterię nie wygrałeś.
Jak trafi mi się taka katastrofa, to zagram w lotto. Obiecuję. I na pewno wygram. Jeśli ją przeżyję, oczywiście... głupi i naiwny...
Mogli by jakiś film puścić na tym monitorze. Może „Czy leci z nami pilot?”, albo „Spokojnie to tylko awaria”. Chociaż „Szklana pułapka” też była niezła.... Śmieszne... Też masz poczucie humoru... Lepiej idź spać... Czyżby problemy z bezsennością? Może powspominasz jedenasty września? Jak ci ludzie w samolocie musieli się czuć, widząc zbliżające się budynki i ziemię... Coś ciężko przełykać ślinę... Wystarczy... Pozytywne myśli...

20:12, antekwielki , Teksty
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 kwietnia 2008
Z notatek reportera - część VI

Na północ od Santiago Andy pokryte są stepem i karłowatą roślinnością. Rozległe przestrzenie aż po horyzont przypominają mi gobijskie tereny. Tyle, ża tam nie było żadnego krzaczka.
Zanurzam swój wzrok w tych przestrzeniach i piję łapczywie jak pozbawiony wody wędrowiec u brzegu potoku.
Kocham te widoki. Napawają mnie spokojem, relaksują i koją, przytulają i pieszczą.
Pustynie są piękne. Można iść dniami i patrzeć na pustkę. Na „nic”.
Tu w Anglii nie ma „nic”. Jest za to uporządkowany bałagan i zagospodarowana pustka. Ludzie też są puści i czują pustkę choć w ich otoczeniu ona nie egzystuje. Człowiek otoczony pustką jest pełny, ciekawy i przyjazny.

 
Gdzieś nad oceanem

Z okna samolotu widzę wąski pasek żarzącego się horyzontu. Reszta zanika w ciemnościach, a w Santiago pełnia dnia. Tu 3 stopnie Celsjusza. Tam 30.
Uczucie rozkochania, tam jeszcze tak silne, powoli zanika. Zamyka się. Jakby bało się nowej rzeczywistości. Jak guma do żucia w miarę oddalania jednego kawałka, naciąga się, by przekształcić się w cieńką nitkę, aż w końcu pęc!
Ale kawałek tej gumy mam ciągle w ustach. Gdy zbliży się z pierwotnym, nastąpi połączenie dwóch kawałków. Wtedy też nabierze smaku.

Lotnisko w Madrycie

Mnóstwo ludzi. Kobieta w podeszły wieku ubrana wyzywająco. Czarne obcisłe spodnie ściśnięte mocno paskiem. Wydatny biust.
Przypomina mi to produkty w sklepach. Pięknie opakowane, a w środku często rozpacz.
Myśl. Ubrać kolarskie spodenki i wypchać je od przodu skarpetami.

Gdzieś nad Europą

Jak te miasta w nocy pięknie wyglądają. Jak pajęczyny pokryte brokatem. Błyszczą się i tętnią, mróżą i oddychają. Połączone łańcuchami świecących, mechanicznych mrówek, poruszających się od jednej pajęczyny do drugiej.
A gdzie pająk? Brak.

W pociągu do Sheffield

Wczoraj ciepło, dzisiaj śnieg. Wczoraj jasno, dzisiaj czarno. Wczoraj pełno, dzisiaj pusto.

Doncaster, Anglia

Jak bardzo chciałbym stąd uciec! Tam do Południowej Ameryki!
Pomimo subiektywnej wolności czuję się niewolnikiem systemu. Być może mam trochę więcej wolności niż otaczający mnie ludzie, ale nadal jest to poruszanie się  po korytarzach zoo, z klatki do klatki.
Chciałbym, po prostu, tak nagle i spontanicznie, wsiąść w samolot i tam pojechać, rzucając to wszystko. Ale na to mnie jeszcze nie stać. Wolność drogo kosztuje.
Czy kiedyś będę wolny?!

15:24, antekwielki , Teksty
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 kwietnia 2008
Z notatek reportera - część V.

Chile, styczeń 2004

Kiedy przyjechałem do Santiago było gorąco, jasno, pogodnie. Kiedy wróciłem do Madrytu było chłodno, szaro, pochmurnie. I taki też miałem stosunek do tych kontynentów. Moje pogardliwe spojrzenie na ludzi Europy Zachodniej, wysokoucywilizowanego społeczeństwa, potęgowało się z czasem. Czułem, że ogarnia mnie obsesja.

W Chile wylądowałem wraz ze swoim szefem, anglikiem, którego miałem możliwość dobrze poznać.

Był więźniem własnych praw, prawideł, zasad. Był jak drut stalowy, który testował. Twardy, nieugięty, nieelastyczny. W przypadku próby zmiany jego wektora, w innym kierunku, jego widzenia, zaraz by pękł, złamał się, umarł.

Ciągłe karcenie i nastawianie wszystkich do swoich zasad. Jedynych słusznych, bo mających swe korzenie w Imperium Brytyjskim. Przepełniony ideologią kolonializmu. Nawet swoich pracowników innych narodowości traktował jak podległe jednostki. Całe ich życie służbowe i prywatne zlewało się w jedno podbite, poddane, uległe.

Operował propagandą, ale tylko on sam wierzył w to co mówił. Korekta tych informacji nie wchodziła w grę, powodowała wybuch, irytację, besztanie. Głównym daniem serwowanym na co dzień był stek... stek przekleństw na kolory. Czarny, żółty, odmienne niż angielski, kolor władzy i mądrości.

Najlepsza armia, najlepsze szkoły, najlepsze jedzenie, najlepsza kultura. Jedna jedyna, wiktoriańska, elżbietańska – brytyjska!

20:12, antekwielki , Teksty
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3
stat4u