poniedziałek, 23 sierpnia 2010
Wyprawa po Meksyku - intro.

Po dwóch dniach podróży, które spędziłem w autobusie relacji Paryż - Amsterdam, a następnie w samolocie do Meksyku, pojawiłem się w tequilą płynącej stolicy.
Na razie czas spędzam na małym remoncie mieszkania na dachu, ale już w piątek przyjeżdża grupka polaków, z którymi ruszamy na podbój południowego Meksyku.

Z chłopakami poznałem się na drodze mojej wyprawy Patagoński Triatlon (przy okazji, chciałbym wspomnieć, że nadal można na tą wyprawę oddać głos - Tutaj - w konkursie Złote Stopy, za co z góry dziękuję! Oczywiście jeżeli uważasz, że jest tego warta!).

Jako, że chłopcy lubią kiedy w ich krwi płynie trochę adrenaliny i nie interesuje ich klasyczne zwiedzanie, poprosili mnie o bycie ich przewodnikiem. Trzy tygodniowa podróż zacznie się już w piątek.
Będzie wspinaczka skalna, rafting, kajakowanie, nurkowanie, wyprawa do dżungli i inne atrakcje.
Dużo sportu i kultury meksykańskiej.

W miarę dostępu do netu będę wrzucał relacje live.

Zapraszam do odwiedzin bloga!
19:57, antekwielki , Meksyk
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 08 marca 2010
Dwa wulkany.

Za kilka godzin opuszczam Meksyk.
W połowie tygodnia powinienem zjawić się w Polsce.

Kilka tygodni w Meksyku wystarczyło, by wygrzać kości.

Dużo spraw do załatwienia w Polsce.
Trochę czasu zatem spędze w kraju, a później...?
Zobaczymy.


Ośnieżone wulkany Izta i Popo.
20:47, antekwielki , Meksyk
Link Komentarze (2) »
wtorek, 23 czerwca 2009
Śmieciarze.

Praca śmieciarza w stolicy Meksyku, wbrew pozorom daje niezły dochód.
Co prawda śmieciarki wyglądają, jakby zaraz miały się rozpaść, a sami śmieciarze ubrani są w brudne, śmierdzące ciuchy, ale pieniądze jakie kasują po drodze, może im dać przyzwoity pieniądz.

Dzisiaj "grupa specjalna" przyjechała na naszą ulicę, ogłaszając to jak zawsze głośnym dźwiękiem dzwonka, którym jeden z nich, potrząsał idąc po ulicy.
Ku mojemu zdziwieniu samochód, wyglądał jakby dopiero co wyjechał od dealera.
Z budynków dookoła wybiegli ludzie, którzy jak mrówki pokryli ulicę, ciągnąc za sobą, wypełnione śmieciami worki.

Każdy z nich wpisał się do specjalnej książki (ja też), na zasadzie: "wspaniały serwis, przemili pracownicy" i wręczył drobną propinę (napiwek) za ten wspaniały serwis. Chłopaki zaraz część rzeczy (butelki, papier, puszki) powyciągali z brudnych worków i położyli na osobnym miejscu (na dachu, na błotnikach, w każdej szczelinie samochodu).
Pełną segregację śmieci robią po zakończeniu objazdu.
Uważam to za świetną sprawę, że segregują śmieci... tylko szkoda, że robią to na ulicy.
Po prostu wjeżdżają w jedną z ulic i wysypują cały zebrany syf na drogę, po czym zaczynają sznupanie.
Rozchodzący się dookoła zapach, zmienia na zielony kolor twarzy ludzi przechodzących obok, a kora z drzew schodzi jak skóra po opaleniźnie.
Jedynie szczury i karaluchy cieszą się z posiłku.



Dzisiaj chłopaki z przed mojego mieszkania zebrali kupkę gruzu, który zrzuciłem po małym remoncie pokoju.
Skasowali mnie 200 pesos (około 15 usd).
Propina, dodatkowe opłaty, zebrana makulatura, szkło i aluminium, plus pensja i wypłata robi się całkiem pokaźna.
Tyle, że ten brud i zapach..
22:35, antekwielki , Meksyk
Link Komentarze (1) »
Wspinaczka w El Chico.

Niedaleko Pachuca, stolicy stanu Hidalgo, na wysokości 3000m n.p.m. znajduje się Park Narodowy. W promieniu kilkudziesięciu kilometrów porozrzucane są skały wulkaniczne otoczone gęstym lasem.
Bliskość tego miejsca od miasta Meksyk, powoduje że weekendowy wyjazd w to urocze miejsce to sama przyjemność, a dojazd tam nie sprawia żadnego problemu.

Skała jest dobrej jakości, a wiele dróg jest już obitych. Na pozostałe wystarczy komplet kości czy friendów.
Dużo tutaj chwytów typu oblak, mniej krawądek i w zasadzie żadnych rys.

W weekendy czasami odwiedzamy to miejsce, aby potrenować na nietypowych chwytach.




































22:34, antekwielki , Meksyk
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 czerwca 2009
Meksykańska corrida.

Poruszanie się po tak olbrzymim mieście jak Meksyk, nie należy do przyjemności. I to niezależnie czy będziemy stać w zatłoczonym metrze, metrobusie czy samochodzie. Nawet spacerowanie po nierównych chodnikach, zablokowanych przez rozłożonych ze swoim towarem sprzedawców czy parkujące samochody, nie należy do przyjemnych.
Ja jednak opiszę dzisiaj, poruszanie się po ulicach tego molocha, samochodem.
Aby dobrze zrozumieć zawiłość zagadnienia jakim jest uliczny survival, należy poinformować Czytelnika, że w Meksyku nie zdaje się egzaminów na prawo jazdy.
Kilka lat temu egzaminy obowiązywały, jak w każdym cywilizowanym kraju, ale jako, że 90% potencjalnych kierowców nie potrafiło sobie poradzić z tak arcytrudnym tematem jakim jest kodeks drogowy czy poruszania się pojazdem po zatłoczonych ulicach, rząd zlikwidował wymóg zdawania egzaminów i teraz każdy kto chce, może sobie kupić prawko za kilkaset pesos.
No, niby fajnie, że omija nas stres podczas testów, ale za to mamy stres podczas poruszania się po ulicach. Niestety dotyczy to nie tylko kierowców ale i pieszych.
No cóż, na ulicach panuje zasada silniejszego. Znaczy się nie tylko tego co ma największy samochód, ale tego co ma silną "psyche" i potrafi na przykład wjechać na skrzyżowanie, tuż po zmianie światła z czerwonego na zielone.
Z reguły po zapaleniu się zielonego, należy odczekać kilka sekund zanim się ruszy, gdyż bardzo często, coś jeszcze przemyka przed naszą maską.

Jednymi z najbardziej niebezpiecznych pojazdów na drodze są mikrobusy oraz taksówki.
Oni to mają kompletnie w dupie pozostałe kilka milionów samochodów i jeżdżą sobie jak chcą. Zmiana pasa nagle i bez migacza to normalka, wręcz nie należy o tym wspominać. Bo w zasadzie nikt migaczy ani lusterek nie używa. No chyba, że kierowca jest kobietą to lusterko jej się przyda, do poprawienia makijażu. W pozostałych przypadkach zbyteczny element, podnoszący tylko koszt wytworzenia samochodu.

Jazda po ulicach w sznurze innych pojazdów to pełna koncentracja, której nie podołaliby nawet mnisi z Klasztoru Shaolin.
Jeżeli tylko twój pas porusza się szybciej niż pozostałe, to możesz być pewien, że ci obok ciebie będą próbować, wjechać ci przed maskę. I to niezależnie czy jest tam wystarczająco dużo miejsca na ich samochód. Miejsce się "zrobi". A dokładnie ty je zrobisz, gwałtownie hamując i wylewając serię przekleństw przez okno.

Wjazd na skrzyżowanie bez świateł czy włączenie się do ruchu, należy do sportów ekstremalnych. Meksykanie to prawdziwi egoiści i nikt, ale to nikt się nie zatrzyma, aby cię wpuścić. Potrafią jechać zderzak w zderzak abyś tylko nie znalazł milimetra, gdzie mógłbyś wepchać swój przedni zderzak.
Wjeżdża się na chama, prawie rysując sobie maskę i wyrywając lusterka (które i tak nie są potrzebne). Dlatego też nie używa się migaczy, aby nie informować tego obok, że musisz zmienić pas. Migacz to jak instrukcja dla tego obok: "Wciśnij pedał gazu i nie daj szansy temu pinche cabron, na oglądanie mnie w tylnym lusterku"

Zjazd czy skręt, w którąś z przecznic robi się na każdym pasie. Znaczy się nie musisz być ustawiony na prawym pasie, by zjechać w prawo. Ba! Nie musisz być nawet w pobliżu prawej strony! Chcesz skręcać to skręcasz!
Tak, wiem, może ktoś chcieć jechać prosto i może cię przyblokować. Ale od czego ma się pedał gazu?!
Dociskasz go i pełny skręt na prawą burtę! Nie przejmuj się piskiem opon. To nie twoje opony piszczą przy ostrym skręcie, tylko tych obok, hamujących i bluzgających w twoją stronę.

Mnie wielokrotnie (w zasadzie zawsze) podnosi się ciśnienie podczas jazdy.
Poruszanie się po mieście, wzbogaciło moje słownictwo o nowe meksykańskie słówka i gesty.
Najgorsze jest jednak to, że zaczynam krakać jak wrony.

22:30, antekwielki , Meksyk
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
stat4u