sobota, 27 lipca 2013
Excursion - Villa la Angostura i San Martin de los Andes.

Jednodniowa wycieczka z Bariloche do San Martin de los Andes.

























23:47, antekwielki , Argentyna
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 grudnia 2012
Patagonia - czas zacząć relację.

Po ośmiu godzinach jazdy z Santiago, znalazłem się w Patagonii.
Zrobiło się zielono i nieco chłodniej, ale to mi akurat pasowało.
W Santiago było za gorąco.

Dojeżdżając do Villarica, przed moimi oczami pojawił się wulkan o ten samej nazwie.
Miałem zamiar na niego wejść aby zrobić zdjęcia krateru, ale wiedziałem że nadchodzi załamanie pogody.
Dojeżdżając do Pucon, wulkan nakrył się chmurami i po chwili tylego go było widać.
Mimo tego postanowiłem spędzić noc na jego zboczu.
Szutrową drogą wjechałem na teren parku, a następnie wśród drzew znalazłem spokojne miejsce na rozbicie namiotu.
W nocy zaczął padać deszcz, a gęste chmury zeszły w dół doliny.
Według prognozy pogody taka pogoda miała utrzymać się przez cały tydzień.

Postanowiłem pojechać w stronę granicy chilijskiej i kolejną noc spędzić u podnóża wulkanu Lanin, który już znałem.
Zimą w 2009 roku zdobywałem go wraz z grupą przyjaciół.
Tam również drogą szutrową wjechałem w las, gdzie znalazłem miłe miejsce na nocleg, z widokiem na pobliskie góry.

O poranku ruszyłem do Argentyny.
Drogą zwaną "7 lagos" dotarłem do Bariloche.
Jutro ruszam w dół, aby za kilka dni dotrzeć na koniec kontynentu i święta spędzić w rejonie Ziemi Ognistej.






















21:35, antekwielki , Argentyna
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 kwietnia 2011
Test sprzętu - Argentyna 2011 - część I.

Podczas ostatniego pobytu w Argentynie ponownie sprawdzałem użyteczność sprzętu outdoorowego.
Zdobywanie Aconcagua dało mi możliwość sprawdzenia działania kuchenek gazowych na dużych wysokościach.
Moje ostatnie złe doświadczenia z Primusem i MSRem, nota bene topowymi modelami, spwodowła że na nowe wyprawy wposażam się w kuchenkę PCS firmy Jetboil.

PCS doskonale sprawdził się podczas wyprawy Patagoński Triatlon, w ekstremalnych warunkach, więc i teraz mu zaufałem.
Obawiałem się jednak jego funkcjalności na dużych wysokościach, z uwagi na niskie ciśnienie i temperatury.

Jak się jednak okazało, do wysokości 5500m gotowanie posiłków i wody nie sprawiało większych problemów. Wyżej nie było możliwości sprawdzenia, gdyż szczyt atakowaliśmy z Nido de Condores (5500m).
Chciałbym jeszcze przetestować ich system Helios oraz GCS. Jeżeli produkty te okażą się równie dobre co PCS, myślę że na kolejną wyprawę całkowicie wyposażę kuchnię w sprzęt tej firmy.


Przygotowywanie wody w PCSach w Nido de Condores.

Do Patagonii wybrałem się z nowym namiotem, który miałem zamiar używać podczas trekkingu w rejonie Bariloche, jako bazy we Freyu oraz na Lodowcu Kontynentalnym.

Mój ostatni namiot Black Diamond Bibler I-tent okazał się mało wytrzymały i mało wygodny.

Jego cena, prawie 600 USD w Stanach Zjednoczonych, jest dla mnie wartością kompletnie wyrwaną z kosmosu, nie odpowiadającą wartości użytkowej tego namiotu. Zresztą o tym pisałem szerzej tutaj.

Na nową wyprawę postanowiłem sprawdzić kultowy namiot firmy North Face, model VE-25.
Z uwagi na chore ceny sprzętu outdoorowego w Europie, większość rzeczy kupuje w Stanach Zjednoczonych.
Dla przykładu za nowy model VE-25 zapłaciłem 450 USD, kiedy jego cena w Europie waha się w granicach 1000 USD.
Waga namiotu to około 5kg. Przy czym należy pamiętać, że jest to namiot 3 osobowy, z dużymi przedsionkami.

Moja opinia o tym namiocie to... Rewelacja!
Po prostu świetny namiot. Wręcz doskonały jako namiot bazowy.
Dwie osoby z bagażem czuć się w nim mogą jak w pałacu.
Wytrzymały na silny wiatr i deszcz. Nawet wytrzymywał napór silnego strumienia powietrza, kiedy wisiał nad nim helikopter.
Dobrze się go rozkłada i mocuje.
Fluoroscencyjne linki naciągów oraz linki przy zamkach ułatwiają nawigacje w nocy.
Dobra wentylacja i nawet jeżeli coś się skrapla, to nie ma styczności ze ścianą wewnętrzną namiotu.
Podczas wyprawy na Lodowiec Kontynentalny śłużył naszej czwórce jako namiot świetlica, w którym przygotowywaliśmy wodę i jedzenie, a miejsca i tak było sporo.
Ciekawy jaki inny model namiotu byłby w stanie go przebić w tej funkcjalności i wykonaniu?


Nort Face VE-25 na Lodowcu Kontynentalnym.

16:24, antekwielki , Argentyna
Link Komentarze (2) »
środa, 30 marca 2011
Wspinaczka w północnej Patagonii.

Po powrocie z Aconcagua do Mendozy, planowałem zdobyć kolejny sześciotysięcznik - Tupungato.
Jednak odmrożone stopy spowodowały, że zdecydowałem się odwiedzić swoje ulubione miejsce w rejonie Bariloche - rejon Frey.
Tam poznałem wspinaczy z Argentyny i Brazylii, z którymi zdobyliśmy wiele szycztów oraz zrobiliśmy wiele dróg, podczas dwóch tygodni mojego pobytu w tym raju wspinaczkowym.

Poniżej kilka zdjęć z tego miejsca.


Na dole widoczne refugio i camping Frey - widok z Aguja Frey.


Podczas
trzecego wyciągu na Aguja Frey.


Końcówka drugiego wyciągu na tej samej ścianie.


Dwójka wspinaczy na Aguja la Vieja.

.
U stóp Aguja la Vieja. Na ścianie widać parę wspinaczy.


Ostatnie metry na Torre Principal (2409m), najwyższego szczytu w tym regionie.


Na szczycie Torre Principal.


Zjazdy ze szczytu. W tle widać Monte Tronador (3491m).


Przewieszony komin, jeden z odcinków do pokonania.


Trawers po wspaniałym granicie.

23:04, antekwielki , Argentyna
Link Komentarze (3) »
wtorek, 07 lipca 2009
W Buenos Aires.

Miasta nie są moim ulubionym miejscem spędzania wolnego czasu. Ale czasami jestem zmuszony do pozostania w nich.
Buenos Aires jest jednym z wielu brudnych, tłocznych i przereklamowanych miast, które starają się znaleźć na siłę jakieś atrakcje. (O tym mieście pisałem tutaj )

No bo cóż można robić w Buenos? W końcu przelecieliśmy te kilkanaście tysięcy kilometrów i wydaliśmy te kilka tysięcy złotych aby móc popatrzeć na coś odmiennego od naszej szarej, polskiej rzeczywistości.

Zatem wybierzmy się do jednej z najstarszych dzielnic tego miasta San Telmo.
No cóż. Dzielnica przypomina swoim charakterem ubogie Załęże w Katowicach. Stare, odrapane elewacje, których architekturę nawet trudno podziwiać, z uwagi na ciągły skaning chodnika, który jest wymagany, aby nie wleźć w "świeżo" pozakładane minowe pułapki (psie odchody). Do tego mnóstwo syfu na ulicach i biedota i mamy atrakcję turystyczną.


La Boca i jej apartamety.

No dobrze, może coś innego, odmiennego z szerokiego repertuaru miasta?
Zatem wybierzmy się na romantyczny spacer do Recoleta... na cmentarz.
Tak, cmentarz, aby pochodzić wśród grobowych pomników. Jest to jeden z wielkich hitów tego miasta, takich samych jak spacer po wydzielonej ulicy w La Boca. Portowej dzielnicy biedy i nędzy, która jak wyłapie zabłąkanego turystę, to wypluje go po kilku dniach do kanału, albo zostawi jego szkielet, wśród zapadających się ruin.


Cmentarz w Recoleta, miejsce który każdy turysta musi odwiedzić.

W zasadzie jedynym miejscem, które jest czyste i ciche, oprócz odległego Tigre czy San Isidro) to Puerto Madero. Odnowiona dzielnica portowa, gdzie można wypocząć, odsapnąć od ciągłego hałasu i miastowej bieganiny. No i oczywiście zjeść wspaniałego steka i popić butelką argentyńskiego Merlota.
18:02, antekwielki , Argentyna
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
stat4u