sobota, 04 maja 2013
kajakowa wyprawa - rio la Leona i Santa Cruz - część 6

Ostatni zdjęciowy odcinek wyprawy rzekami la Leona i Santa Cruz.
Nie będę przynudzał opowieścią o ostatnich dniach kajakowania, zamiast tego trochę informacji o sprzęcie, który używałem.
Co mnie wkurzało, a co zadowoliło.
Przyda się tym co myślą o zakupie technicznego sprzętu.

1. namiot North Face ve-25 (zakupiony w US)
któryś już z kolei zakupiony przeze mnie namiot, który świetnie przydaje się jako baza.
Duży, wygodny i wytrzymały na trudne warunki.
Najnowszy model został trochę zmniejszony, co prawdę mówiąc nie podoba mi się.
Przydało by się trochę więcej miejsca (na długość) jak i wyższe, główne wejście jak to miało miejsce u poprzednika.
Generalnie jednak, ciągle numer 1 na liście jeśli chodzi o namioty bazowe.
Używam go jako "dwójka ze sprzętem".

2. GPS Garmin GPSmap 78s (zakupiony w sklepie Azymut)
mój pierwszy gps z tej serii. Wcześniej używałem Garmin HCx Vista.
Jednak wszystkie 3 modele padły podczas zwykłego użytkowania.
Okazało się, że Vista, przytroczona do kajaka, pada.
Nie lubi moknąć i wystawiać się na słońce.
Postanowiłem dać jeszcze jedną szansę Garminowi i zakupiłem model morski.
GPSmap78s jest dużo większy niż Vista, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało w jego użytkowaniu. Testowałem go na lodowcu (wcześniejsze wpisy z wyprawy na lodowiec Chico), podczas trekkingów w górach oraz kajakowania po morzu i rzekach w Patagonii.
Nie zawiódł. Ustawienie klawiszy bardzo mi odpowiadało. Łatwo się nawiguje siedząc w kajaku.
Jak na razie bez problemów technicznych.
Uważam ten model za dobry zakup.

3. odzież marki Patagonia (zakupiona we Francji)
pierwszy raz użytkowałem odzież techniczną tej znanej marki.
Dwie kurtki goretex, puchówki, windstoppera, polar, buty, spodnie.
Wszystko używane podczas wypraw na lodowiec, górskie trekkingi, kajakowanie po rzekach (spodenki i kurtka).
Po półrocznym użytkowaniu trudno o znalezienie jakiś minusów.
Kurtki doskonałe, to samo dotyczy windstoppera i polara.
Puchówki nie najgorsze, ale też nie klasy high-end.
Buty do trekkingu ok, ale zdecydowanie można kupić dużo lepsze w tej cenie.
Generalnie dobre ciuchy.

4. kamerka GoPro (zakupiona w US)
dwie wiadomości: dobra i zła.
Dobra wiadomość to jakość obrazu - żyleta.
Zła wiadomość to fatalna jakość baterii, a dokładnie ich wytrzymałość.
Kamera nie musi być w stanie nagrywania aby po pół godzinie wyczerpały się baterie.
Podczas wyprawy kajakowej miałem około 8 dodatkowych baterii.
Cholery szło dostać kiedy po godzinie odkrywałem, że bateria padła po kilku "shotach".
Nie nadaje się na wyprawę dłuższą niż jeden dzień z dala od cywilizacji.
Jestem bardzo zawiedziony tym produktem.
Pozostaje tylko czekać, aż GoPro popracuje nad baterią, zamiast bawić się w zwiększanie pikseli i pomniejszanie samej kamery.

rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz

czwartek, 02 maja 2013
kajakowa wyprawa - rio la Leona i Santa Cruz - część 5

ciąg dalszy kajakowej podróży rzeką Santa Cruz.
jako, że jestem w doskoku przy kompie (z uwagi na pobyt w górach), brak tekstu...

rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz

piątek, 26 kwietnia 2013
kajakowa wyprawa - rio la Leona i Santa Cruz - część 4

dla nabrania oddechu, bez tekstu ale z nową partią zdjęć z trawersu rio Santa Cruz.


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz

czwartek, 18 kwietnia 2013
Kajakowa wyprawa - rio la Leona i Santa Cruz - część 3.

Wyjście z namiotu, gdy temperatura otoczenia wynosi żenujące 2 stopnie, jest tak przyjemne jak gra wstępna z feministką, która właśnie wróciła ze spotkania z koleżankami, czyli trzęsie tobą z zimna, a jedyną rzeczą pobudzona jest żołądek spragniony ciepłego żarcia.
Oprócz tego różnica jest też taka, że w zimnym namiocie nie dostaniesz zjebki za bycie mężczyzną, a twoje krocze nie będzie tętnić własnym życiem, po walnięciu go rozgrzaną patelnią.
Tak więc najlepszym rozwiązaniem na ten stan rzeczy, jest jak najszybsze pozbieranie patyczków, których na stepie jest od groma. Tyle, że wszystkie przypominają drut kolczasty, a ich ostre jak zęby piranii kolce, włażą pod skórę sprawniej niż ręce proboszcza pod sutannę ministranta.
Co kilka dni należy przeprowadzić operację usuwania ciał obcych, więc igła i pęseta są niezbędnym narzędziem, każdego ekstremowca.
Po rozpaleniu ogniska, w naszym przypadku przychodził czas na szybkie gotowanie wody, tańce na rozgrzewkę i pogawędka na temat kobiet lub samochodów, po czym wskakiwaliśmy do kajaków.

Rio la Leona kończyła swój bieg w północno wschodniej części lago Argentino.
Powiewał słaby wiaterek z zachodu, więc trawers w kierunku południowym ku początkowi rio Santa Cruz nie stanowił większego problemu. Jedynie częste wiry, potrafiły obrócić nasz kajak w drugą stronę.
W kierunku zachodnim, po drugiej stronie jeziora, doskonale było widać góry, znajdujące się w odległości 100 km od nas.
Widoczność była wręcz perfekcyjna. Przejrzystość powietrza w Patagonii potrafi zakłamać rzeczywisty dystans.
Góry widać i było kilka godzin później, kiedy znajdowaliśmy się ponad 150km od gór!
Czyli jak odległość między 庐山西海 a 年大雪后的黄土岗站.
Robi wrażenie, prawda?!
No to jeszcze powiem, że Fitzroya można zobaczyć z odległości prawie 200km!

Rio Santa Cruz pełna była zwierzyny. Niestety nie na półmiskach, ale biegającej wzdłuż brzegów rzeki. Czerwone lisy, strusie nandu, guanaco... Martin aż podskakiwał z wrażenia, z uwagi że polowanie jest jego drugą pasją zaraz po samochodach i motorach.

Po południu zatrzymaliśmy się aby rozbić obóz i próbować złapać rybę.
Poprosiłem Martina by skupił się na łapaniu złotej rybki, a nie na jakiś głupich pstrągach czy łososiach.
Dzięki temu moglibyśmy dostać trzy życzenia, a to oznaczałoby trzy dodatkowe ryby!!
Oczywiście tą małą, grubą, złotą i naiwną, też byśmy zjedli. I nie mam tu na myśli Kaczyńskiego.
Godzinę później wcinaliśmy ziemniaki i ryż, a ja zimnym wzrokiem chłostałem Martina, którego nazwałem beznadziejnym w łowieniu ryb.
Wegetariańskie posiłki zajmują ostatnią pozycję na mojej liście "co bym zjadł gdybym umierał z głodu", zaraz po jadowitych pająkach, zadżumionych szczurach i rozkładających się krewetkach
Na szczęście mieliśmy jeszcze karton wina. A że alkohol wpływa na mnie kojąco, nie nabiłem na ruszt Martina i nie usmażyłem go nad ogniem.
rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz


rio santa cruz

poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Kajakowa wyprawa - rio la Leona i Santa Cruz - część 2.

Przesiadywanie przy ognisku, to nie tylko opróżnianie butelki wina i gapienia się na ogień jak na biust nowo przyjętej sekretarki, ale przede wszystkim "nocne Polaków rozmowy". W naszym przypadku "Polaków i Niemców".
Nic nie wyzwala takich uniesień ducha i umysłu jak szum rzeki, strzelającego w niebo ogniska i otwartej butelki malbeca.
Tak było i tym razem, podczas konsumpcji klasycznego zestawu trapera, czyli krwistego mięsa, ziemniaków z ogniska i przyklajstrowanego do garnka ryżu, nasza konwersacja weszła na temat religii, czyli równie dobrze moglibyśmy zacząć lać się po mordzie.
Bóg jest kobietą - stwierdziłem bez cienia wątpliwości, wgryzając się przy słowie "kobieta" w duży i soczysty kawałek bife de chorizo (czyli wyciętego kawałka krowy).
Martin zaśmiał się i pokiwał niedowierzająco głową.
Na szczęście jego religia to nie ta pełna miłości i tolerancji z Polski rodem, więc nie poczułem na swojej szyi zaciskających się dłoni, a pod żebrami stalowego ostrza noża przecinającego moje organy.
No bo popatrz - nie dałem się zbyć tym lekceważącym gestem. - Spójrz na naturę. Przepiękne góry, wodospady, przeróżne zwierzęta, barwa kolorów!
Tylko kobieta mogła coś takiego wymyślić!
Gdyby Bóg był facetem, to świat istniałby w dwóch kolorach: czarnym i białym.
Zwierzęta były w kształcie pojazdów opancerzonych, a jedyny zapach jaki by się roznosił w powietrzu to zapach chmielu i napalmu.
No coś ty! - zaśmiał się Martin i upił łyk swojej zdrowej herbatki z plastikowego kubka. Jego zdrowe maniery wprawiały mnie w osłupienie i niestrawność żołądka. - Zobacz, że w świecie zwierząt, samce są kolorowe i piękne, a samice takie sobie.
No właśnie! - wszedłem mu w zdanie, wypluwając kawałek tłuszczu do ogniska.
Przy okazji wziąłem w garść kubek malbeca, z którego upiłem porządny łyk czerwonego płynu i zamlaskałem jak koneser.
To znaczy, że Bóg jest kobietą! - zatriumfowałem.
Gdybym to ja był Bogiem, to wszyscy mężczyźni byli by skrzyżowaniem Kaczyńskiego z Kaliszem, a kobiety ociekałyby sexem. Najniższy poziom brzydoty stanowiła by Angelina Jolie, a oglądając tańczącą Salme Hayek w filmie "Od zmierzchu do świtu", ziewało by się z nudów. Tak byłaby asexowna, w porównaniu do tego co by galopowało po naszej planecie!
To logiczne, że tylko kobieta mogła zatroszczyć się o to, aby samce były atrakcyjne! Typowy kobiecy egoizm - dorzuciłem wkładając do ognia kilka ziemniaków i zakrywając je żarzącymi się polanami.
Który z Bogów tworzyłby sobie rywali?!
Tak więc zobacz, piękno przyrody i atrakcyjna płeć męska. Na przykładzie Kaczyńskiego widać, że nie zawsze jej to najlepiej wychodzi. Może akurat wtedy była w trakcie imprezy lub skacowana. Kobieta to też człowiek.
Chyba, że... - tutaj ściszyłem głos i rozejrzałem się podejrzliwie dookoła. - Chyba, że Bóg jest gejem.
Przy słowie "gej" prześwietliłem pobliskie krzaki światłem z czołówki, upewniając się, że w ich gęstych zaroślach nie kryje się Wałęsa z Pawłowicz.
Martin zaśmiał się, a ja popadłem w zadumę.

Podczas konsumpcji ziemniaków tematem rozmów zrobił się sex.
Co zresztą nie jest żadną niespodzianką. U mężczyzn rozmowa sprowadza się albo do  samochodów albo do sexu.
Albo sexu w samochodzie.
Na tych dwóch tematach konwersacja się kończy. Nasz umysł nie potrafi stworzyć więcej tematów. Chyba, że jest się gejem to jeszcze dochodzi kwestia mody oraz jaki nawilżający krem najlepiej używać.
Jako, że Martin przez cały czas nawijał o motorach, ja zapełniałem lukę w męskich rozmowach, wprowadzając tematy erotyczne.
I w tym momencie na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Oczywiście, że Bóg jest kobietą! - krzyknąłem dławiąc się prawie na wpół spalonym ziemniakiem, który wyprysnął z moich ust osiadając Martinowi na puchówce. - Gdyby to był facet, to My (zaakcentowałem mocno słowo My) mielibyśmy wielokrotny orgazm, a nie kobiety!
Wiadomo, że kobieta trzyma ze swoją płecią! - dorzuciłem. - Znaczy się płocią - poprawiłem się nie będąc pewnym czy teraz jest lepiej.
Spojrzałem na Martina, który ze zdumieniem wpatrywał się w zwęglonego kartofla, wbitego w widelec i wyszeptał: - Kurwa, masz rację...
Moja twarz pokryła się uśmiechem. Po czym rzekłem:
No to co? Zapisujesz się do mojego kościoła?!


rio la leona
rio la leona

rio la leona
rio la leona

rio la leona
rio la leona

rio la leona
rio la leona

rio la leona
rio la leona

rio la leona
obozowisko nad rzeką

rio la leona
ostatnie kilometry rzeki la leona

rio la leona
a tu już ostatnie metry rzeki

rio la leona
nad lago Argentino

rio la leona
lunch time

 
1 , 2
stat4u