Blog > Komentarze do wpisu
Casi muerto pero vivo.

Wlasnie wrocilem do cywilizacji po 4 tygodniach przedzierania sie przez lodowce i gory.
Obecnie dochodze do siebie. Moje stopy i nogi sa w takim stanie, ze nie moge chodzic. Niebawem napisze wiecej szczegolow.
Ogolnie napisze, ze nie dotarlem do lodowca Spegazzini, aczkolwiek zrobilem sporo.
Przezylem kilka poteznych tormentas, podczas ktorych wiatr potrafil uniesc mnie z czterdziesto kilowym plecakiem jak papierek i rzucic kilka metrow dalej. Po czym maltretowal mnie na skale.
Niestety duzo rzeczy zostalo zniszczonych i wyslanych w przestrzen.
Jeszcze raz poprosze o jakakolwiek pomoc.
Stracilem czesc swoich rzeczy oraz zniszczony kompletnie zostal namiot, kuchenka, obiektyw do aparatu, wyswietlacz z laptopa, spiwor.
Przez 3 dni nic nie jadlem. Moje jedzenie pofrunelo w glab lodowca i szczelin.
Czesc z rzeczy bede chcial zakupic w Punta Arenas w Chile (Tac Free Zone), chyba ze ktos jedzie wlasnie do Argentyny czy Chile i moglby mi podeslac ktoras z tych rzeczy? Bylbym niezmiernie wdzieczny.

Zostal ostani etap. Bede walczyl do upadlego!
Zdjec niestety na razie nie moge upublicznic, gdyz znajduja sie na kompie, ktorego wyswietlacz musi zostac wymieniony.

Napisze tylko tyle.
Nigdy wczesniej nie mialem tak trudnej fizycznie i mentalnie wyprawy. Nigdy tez nie ciekly mi lzy z bolu i wymeczenia.
Po raz pierwszy w zyciu moje morale byly na poziomie morza. Zdarzylo sie to raz i nie bylem w stanie nic zrobic, aby sie pozbierac.

Ale tak jak wspomnialem niebawem napisze wiecej szczegolow z II etapu.

Ogolnie do Waszej informacji: zyje, chociaz potrzebuje kilku dni aby dojsc do stanu uzywania.

sobota, 24 października 2009, antekwielki

Komentarze
Gość: Natalita, 201.254.120.22*
2009/10/24 08:58:39
Jestem z was dumny
-
2009/10/24 19:20:57
kilku dni? :)
dobrze, ze wrociles.
szybkiego powrotu do sil :)
-
Gość: Kasia, 213.227.108.25*
2009/10/25 12:29:53
Martwilam się o Ciebie!!! Chociaz wiem, ze jestes twardziel. Gratulacje i dobrze, ze jestes caly :)
-
2009/10/25 13:39:01
Gratulacje i powodzenia w dalszej czesci wyprawy. Pozdrawiam.
-
Gość: Moj Maly Everest, 189.140.169.10*
2009/10/25 19:26:35
Taki filmik o zyciu wspinacza. Prawdziwego wspinacza:

uploading.com/files/4mb15bb9/Moj%2BMaly%2BEverest.mpeg

Antek tys jak Ludwik
-
2009/10/28 13:01:40
Cóż mogę powiedzieć...? Chyba tylko tyle, żebyś się trzymał, ale to już mówiłam wiele razy. Chociaż... kiedyś swego czasu gdy łaziłam po naprawdę wysokich górach i gdy w czasie jednej z wypraw miałam naprawdę serdecznie dość (czyt. poodmrażane palce u nóg) jeden ze znanych himalaistów polskich (zdobywca kilku ośmiotysięczników) powiedział mi coś takiego (wolny cytat): "góry mają dawać radość, widoki mają cieszyć, po cholerę mam jechać w góry, gdy ze zmęczenia nic nie widzę. Gdybym wiedział, że na jakiejś wyprawy stracę najmniejszy palec u nogi, to bym nie pojechał". I niech to będzie mój komentarz.
-
Gość: Andrzej Karolina, 190.49.34.19*
2009/10/31 16:06:11
Pozdrawiamy z Bariloche...:)
... z Hostelu Bariloche, do którego dotarliśmy kilka minut temu.
Fajnie, że moglismy się poznać i wypić wspólnie małe co nie co w El Chalten...
i posłuchać Twoich wyjątkowych opowieści:)
-
2009/11/01 15:38:29
Dziekuje wszystkim za slowa otuchy.
@Recoleta: czasami walczymy ze szczytem aby go zdobyc. w trakcie walki cierpimy ale przyjemnosc i delektowanie sie zwyciestwem przychodzi po zejsciu.
@Andrzej i Karolina: milo bylo wypic wspolnie Malbeca. Szkoda, ze tylko 2 butelki i nie zagryzlismy tego cordero patagonico. Ale ndrobimy to innym razem ;)