Blog > Komentarze do wpisu
Wyjście na Lodowiec.
W nocy dotarły do mnie rzeczy.
Wiele telefonów, ostrych rozmów i gestykulacji, przycisnęły pracowników dworca autobusowego w Rio Gallegos, którzy w końcu łaskawie wrzucili mój sprzęt do luków bagażowych.
Autobus od tego ciężaru nie stracił zawieszenia, a i starczyło miejsca na worki z marihuaną.

Jestem już w El Chalten i jutro wychodzę pod lodowiec Marconi.
W niedzielę będę podchodził na Paso Marconi, a w dzień następny próbował zdobyć Cerro Gorra Blanca.
Później zjazd na Lodowiec i jazda na południe.

Oczywiście są to założenia dla dobrych warunków pogodowych. A te jak wiadomo są wielką niewiadomą na Lodowcu.

Z informacji, które otrzymałem, Lodowiec pokryty jest grubą warstwą świeżego śniegu.
Przez ostatnie 3 dni w całym regionie padał śniegi i deszcz.
El Calafate i El Chalten ponownie przybrały białe kolory.
Zima wróciła.

Dwójka Anglików wycofuje się z Lodowca.
Kolejny zespół, w stu letniej historii trawersów, wracający na tarczy.
Zostali całkowicie zasypani przez śnieg otoczeni przez potężne szczeliny. Ich namiot nie wytrzymał obciążeń serwowanych przez potężne wiatry i tony śniegu.
Przy braku jakiejkolwiek widoczności, nie możliwym było nawet wyszukanie lepszego miejsca na obóz.
Jak pisał Tarka (jeden z członków zespołu), siedzieli w namiocie patrząc na swoje wygłodzone i wychudzone postacie, przemoczone i wyziębione ciała.
Ich morale toczyło się po zimnej płycie lodowca.
W takim momencie osiąga się granice wytrzymałości ciała i psychiki.
Zaczyna się walka o przeżycie i powrót do cywilizacji.

Nie wiem jak ja sobie poradzę. Będzie to największa próba swoich możliwości w moim życiu.
Na ile wytrzymam w tak trudnym terenie, pozbawiony wsparcia ze strony partnera?
Na ile moje decyzje tam podjęte, będą wynikiem trzeźwego myślenia, a nie szaleńczych prób, czy też, co jest bardziej prawdopodobne, strachu i wymęczenia?
Czy wrócę szczęśliwy czy... czy w ogóle wrócę?

Na te wszystkie pytania otrzymam już niebawem odpowiedź.
Jutro zaczynam II etap wyprawy. Przygotowany na ból, strach, wymęczenie i porażkę.

A kolejny tekst po moim powrocie.
Do usłyszenia!
piątek, 25 września 2009, antekwielki

Komentarze
2009/09/26 13:04:40
mysle, ze to szalenstwo, taka samotna wyprawa.
ale mysle tez, ze nic Cie nie powstrzyma od sprobowania :)
powodzenia!!
-
Gość: siamsoleils, ppp-58-8-104-190.revip2.asianet.co.th
2009/09/27 18:15:18
Trzymam kciuki za szczesliwa wyprawe i zwycieski powrot w jednym kawalku. Odwagi!
-
2009/09/27 20:02:01
Trzymaj się. Ale nawet jeśli zrezygnujesz, to i tak to, ile dotąd zrobiłeś to wielka sprawa. I na pewno warto było. Każdy kolejny kilometr będzie sukcesem. A ja i tak zazdroszczę, choć wiem, ile to kosztuje trudu fizycznego i psychicznego. Dla mnie kolejny dzień spędzony przed biurkiem, to koszmar, na który z pewnością Ty byś się nie zamienił.